Boże skrawki

Autor: cieszka
Kategoria: Moje malowanie, O wierze

Martwa natura z garnuszkiem „Boże skrawki” – wielu ten tytuł kojarzy się z filmem Yurka Bogayewicza z 2001r. Nie będę tutaj opisywać całego filmu, lecz tylko jeden wątek. Akcja toczy się w czasie II wojny światowej. Ukrywany żydowski sierota dla niepoznaki, razem z innymi dziećmi przygotowywany jest do pierwszej komunii świętej. Ksiądz nie chce jednak chłopca „na siłę” nawracać i pozbawiać tożsamości. W czasie uroczystości komunijnej zamiast konsekrowanej hostii otrzymuje skrawek, który zostaje odcięty podczas wycinania komunikantów – niekształtny skrawek. Stąd tytuł „Boże skrawki”.
Ostatnio doświadczyłam (nie pierwszy raz) ataku bólów kręgosłupa, które położyły mnie na kilka ładnych dni do łóżka, a później znacznie ograniczyły moją działalność zarówno zawodową, jak i artystyczną. I wtedy otrzymałam takie małe „Boże skrawki” – pocieszki (jak ja to nazywam). Niby materialne i przyziemne, a jednak odebrane przeze mnie jako mały znak opieki Boga. Sprzedały się jakoś obrazy, na które latami nie było chętnych, albo moim zdaniem, nie bardzo się udały. Takie niby: „Nic się nie martw, ja się Tobą zaopiekuję…”- mam nadzieję… Podobną „pocieszką” był dla mnie pomysł grania na ukulele. Frajda nowego instrumentu, poznawania czegoś świeżego i świetna zabawa.

To tak jak w Ewangelii kobieta cierpiąca na krwotok, marzy by chociaż dotknąć frędzli płaszcza Jezusa, doświadczyć opieki i słów: „ja jestem z Tobą.” Ktoś by powiedział po co to piszę… ku pokrzepieniu serc… (swojego też).

Udostępnij Share on FacebookShare on Google+Tweet about this on TwitterPin on PinterestShare on LinkedIn

Paryskie koguty

Autor: cieszka
Kategoria: Renowacje

W skrawkach czasu, powoli i etapami powstała skrzynka na bibeloty. Kolejna przeróbka skrzyni z demobilu, tym razem kwadratowej. Swoistą techniczną nowinką są zrobione z liny jutowej „uszy”. Oryginalne były z parcianych pasków, nijak pasujących do całokształtu. Reszta to decoupage i transfery na klej wikol – też pierwszy raz. No i jeszcze tzw. scrabki drewniane, prosto z Chin (narożniki i kwiatki). Zatem próby i eksperymenty…

Skrzynka na bibeloty Skrzynka na bibeloty Skrzynka na bibeloty

Udostępnij Share on FacebookShare on Google+Tweet about this on TwitterPin on PinterestShare on LinkedIn

Zakład stolarski An-Drew

Autor: cieszka
Kategoria: O tworzeniu stron

stolarz W ostatnim czasie, w wolne wieczory powstała u mnie mała sympatyczna zakładu stolarskiego P. Andrzeja Ziółkowskiego: An-Drew. Projekt miał być witryną raczej stateczną, bez nowych wpisów. Zastanawiałam się na czym oprzeć. Zwykły html by to ogarnął, ale ja wybrałam mojego ulubionego WordPressa. Chociażby z tego względu, że można dodając jakiś plugin zrobić łatwo edytowalną galerię zdjęć, która w tym przypadku była nieodzowna. Wykorzystałam do galerii Fancy gallery. Zrezygnowałam tym razem z Next gallery, gdyż chodziło mi o coś z mniejszą ilością opcji i nieco prostszego, gdyż albumów nie będzie zbyt wiele. Powiem szczerze, że Next gallery mnie trochę zmęczyło. Nowością jest też plugin dzielący strony na kolumny: Easy columns. Do kontaktu: Contact form i standardowo Wp-optimize – do optymalizacji bazy danych oraz All in one seo pack –  do pozycjonowania.

Udostępnij Share on FacebookShare on Google+Tweet about this on TwitterPin on PinterestShare on LinkedIn

Ukrzyżowany, czyli renowacja vs stylizacja

Autor: cieszka
Kategoria: Renowacje

Już od jakiegoś czasu w mojej pracowni mieszały się klimaty bożonarodzeniowe i wielkopostne. Święta Rodzina, a w między czasie figura Ukrzyżowanego. Okazała się bardzo stara i kilkakrotnie naprawiana. Pęknięcia miała wypełnione gliną i gipsem, nawet piasek jakiś się trafiał. Myślę, że Jezus ten bogate dzieje miał i wiele widział. Poorany pewnie tak dlatego, że i stary (jak człowiek się zmarszczył), ale i pewnie dzieje niejednego człowieka i społeczności zna. Można by powiedzieć: deszcz, wiatr, słońce …

Po usunięciu starych farb właściciel rzeźby zadecydował: „niech tak zostanie”. Trzeba było jednak zrobić jakiś krzyż, gwoździe, napis. Pomysł na aureolę przyszedł później, w trakcie prac. Myślę sobie: przydały by się deski ze starej stodoły, takiej jak u dziadków była. Ale to akurat towar deficytowy. Opaliłam zatem deski z palet i polakierowałam lekko, tak aby powierzchnia była zabezpieczona, ale żeby nie była połyskliwa. Dorobiłam stylizowany napis. Pomyślałam potem, że wszystko to smutne bardzo, jak męka Pańska. Brakowało czegoś: promienia nadziei, rozświetlenia… Pomyślałam o aureoli. Początkowo miał być to złoty krąg z drewna. Ale wydawało się to zbyt pełne, za bardzo. Potem myślałam o zespole promieni, ale też do mnie nie przemawiało. Któregoś wieczoru, z miłości do Krakowa oglądałam film „Bóg w Krakowie”. Ledwie film się zaczął, a tu krzyż na Wawelu i jest… moja aureola. To było to, nie identyczne bo nie o to chodziło, ale o pomysł. Po jej wykonaniu i złożeniu elementów w całość z renowacji wyszła pewna stylizacja. Jeśli się kiedyś komuś znudzi, może dokończyć renowację i położyć polichromię oraz dorobić krzyż ładny. PS. Dziwne to uczucie krzyżować Jezusa…

Przy okazji chciałabym się podzielić moimi myślami na temat stylizacji przedmiotów starych. Często na Facebooku zdarza mi się oglądać stylizacje mebli. Najczęściej polega to na przemalowaniu mebla farbą kredową i zrobieniu przecierek. Dominują kolory jasne i szarości. Taka moda. Ale serce mi nieraz pęka, jak ludzie niszczą stare, solidne meble. Moda minie, za kilka lat, wszystkie te osoby będą darły czym popadnie te kredówki. Ja wiem: „mój mebel – moja sprawa”. Tak komuś pasuje do wnętrza. Albo ma ktoś całkiem niedawno zrobioną fajną kuchnię w „drewnianych” kolorach. Jest moda, przemalowuje to na biało. Ok, tylko poczekajmy, rok, dwa, poeksploatujmy tę kuchnię normalnie (gotowanie, pieczenie, smażenie, dla całej rodziny + centrum życia) i zobaczmy co z tego zostanie. Moda jest zmienna, czy warto swoje siły i czas oraz jakieś tam środki marnować…?

Udostępnij Share on FacebookShare on Google+Tweet about this on TwitterPin on PinterestShare on LinkedIn

Święta Rodzina

Autor: cieszka
Kategoria: Bez kategorii

Koleżanka poprosiła mnie o namalowanie obrazu Świętej Rodziny na prezent dla jej rodziców. Święta Rodzina Wybrała co jej się podobało, przyniosła do tego ramę. Ja się zgodziłam. Po tym zleceniu coś czuję, że moje poczynania będą „skręcać” w kierunku malarstwa. Chodzi mi po głowie kilka obrazów. Rozpięta ostatnio byłam między Bożym Narodzeniem a Wielkim Postem. Obraz Świętej Rodziny wiąże się z tym pierwszym, a z tym drugim łączy się druga praca, którą niebawem mam nadzieję zaprezentować. Czas pokaże, choć myślę sobie, że dopiero na emeryturze będę malować obrazy… Przy tym obrazie wyszły pewne moje braki techniki i ograniczenia. Jednak trening czyni mistrzem.

Udostępnij Share on FacebookShare on Google+Tweet about this on TwitterPin on PinterestShare on LinkedIn