Boże skrawki

Martwa natura z garnuszkiem „Boże skrawki” – wielu ten tytuł kojarzy się z filmem Yurka Bogayewicza z 2001r. Nie będę tutaj opisywać całego filmu, lecz tylko jeden wątek. Akcja toczy się w czasie II wojny światowej. Ukrywany żydowski sierota dla niepoznaki, razem z innymi dziećmi przygotowywany jest do pierwszej komunii świętej. Ksiądz nie chce jednak chłopca „na siłę” nawracać i pozbawiać tożsamości. W czasie uroczystości komunijnej zamiast konsekrowanej hostii otrzymuje skrawek, który zostaje odcięty podczas wycinania komunikantów – niekształtny skrawek. Stąd tytuł „Boże skrawki”.
Ostatnio doświadczyłam (nie pierwszy raz) ataku bólów kręgosłupa, które położyły mnie na kilka ładnych dni do łóżka, a później znacznie ograniczyły moją działalność zarówno zawodową, jak i artystyczną. I wtedy otrzymałam takie małe „Boże skrawki” – pocieszki (jak ja to nazywam). Niby materialne i przyziemne, a jednak odebrane przeze mnie jako mały znak opieki Boga. Sprzedały się jakoś obrazy, na które latami nie było chętnych, albo moim zdaniem, nie bardzo się udały. Takie niby: „Nic się nie martw, ja się Tobą zaopiekuję…”- mam nadzieję… Podobną „pocieszką” był dla mnie pomysł grania na ukulele. Frajda nowego instrumentu, poznawania czegoś świeżego i świetna zabawa.

To tak jak w Ewangelii kobieta cierpiąca na krwotok, marzy by chociaż dotknąć frędzli płaszcza Jezusa, doświadczyć opieki i słów: „ja jestem z Tobą.” Ktoś by powiedział po co to piszę… ku pokrzepieniu serc… (swojego też).

Udostępnij Share on Facebook0Share on Google+0Tweet about this on Twitter0Pin on Pinterest0Share on LinkedIn0
Zobacz inne wpisy z tej kategorii: Moje malowanie, O wierze

Komentarz: