Domek małej Maryi

Kiedyś, już dawno uratowałam ze śmietnika, przed niechybnym spaleniem w piecu elementy starego feretronu. Nawet nie myślałam wtedy, że mogą do siebie pasować. Kolumn było trzy i „esów floresów” cztery. Ładne były i szkoda mi się zrobiło. W tym roku jakoś się wzięłam, żeby coś z tego zrobić. Okazało się, że kolorowe krzywe elementy pasują do kolumn. Czwartą kolumnę dorobił mi znajomy stolarz. Ja nie mam tokarni by móc coś takiego zrobić. Podstawę skleiliśmy razem z sąsiadem i dzięki niemu otrzymała ona właściwy kształt. Jako wierzchołek zwieńczenia postanowiłam dać koronę, która była wcześniej poddana renowacji i stała sobie na stoliku jako ozdoba. Wymagała jednak usunięcia dorobionych wtedy nóżek i wywiercenia otworów. Reszta standard, czyli szpachlowanie, docieranie, malowanie i złocenie. Front robót trwał ponad dwa miesiące. Najciekawsze było składanie. Bo jak złożyć coś, by było prosto, jak w oryginale nie było prosto. Wszystkie elementy miały jakieś nierówności. Twórcy ludowi często nie przestrzegali wymiarów, ale też jakoś prosto składali. Tylko nowa kolumna i podstawa były idealne. Myślenia i kalibracji było więcej niż pracy. Wielokrotnie składałam „na sucho”, dopasowywałam do siebie elementy, numerowałam, mierzyłam. Wszystko po to, by w podstawie tak wywiercić otwory, aby kołki w „esach floresach” weszły w otwory w koronie, a te nie mogły być wywiercone gdzie popadnie, lecz tam gdzie były pierwotnie. W grę wchodziło zrobienie deski przejściowej, lecz okazało się to niepotrzebne. Zmysł geometryczny mnie nie zawiódł i wszystko złożyło się jak trzeba. Powstał ołtarzyk, feretron i domek dla mojej figury Matki Bożej. I tak naprawdę figura ta stała się wypełnieniem środka. To tak, jakby w pustym domu ktoś zamieszkał.

Zobacz inne wpisy z tej kategorii: Renowacje

Zobacz pierwszy komentarz na wpis “Domek małej Maryi”

  1. pulvis:

    Hah! Ale dzieło. Ale w domu nie sposób go trzymać. Gdzie teraz stoi? Wyobrażam sobie, że uświetnia jakiś kościół

Komentarz: