Irlandia, naprawdę zielona

Żadną tajemnicą jest, że byłam na wakacjach w Irlandii. Mnóstwo wrażeń i zdjęć. Trudno to wszystko opisać. W między czasie robiłam notatki, tak by za 20 lat pamiętać dobrze. I te notatki zamieszczam.
Irlandia Irlandia1. 16.08.2012. Przylot do Dublina, z Warszawy o 12.00. Pogoda deszczowa. Mały objazd po mieście. Dużo wrażeń. Pierwszy w życiu lot rejsowym samolotem.
2. 17.08.2012. Park św. Anny w Dublinie. Pogoda mieszana, w zasadzie pochmurno bez opadów, czasem wyszło słońce. Zachwyt nad niesamowicie bogatą roślinnością. Po południu Howth. Przejście przez górę niedaleko latarni. Potem port i molo. Ruiny kościoła. Pierwszy Guinness w Tawernie.
3. 18.08.2012. Grobla Olbrzyma w Irlandii Północnej. Podróż z Dublina samochodem. Za Belfastem zabłądziliśmy. Jechaliśmy przez wsie i małe miejscowości. Dotarliśmy. Pogoda słoneczna upał. Przejście po zboczach, a potem dołem. Później pobliski zamek. Irlandia północna bardziej ugłaskana niż południowa.
4. 19.08.2012. Podróż na zachodnie wybrzeże na Moherowe Klify. Dużo pastwisk, owiec, krów, murki odgradzające. Klimat tu trudniejszy, więcej deszczów i wiatrów. Klify ogromne. Wieża, później przejście po klifach. W drodze powrotnej inna fajna wieża w Doolin i dojazd do portu. Poszukiwanie jeżowców, niestety pochowały się. Zobaczyłam małego kraba i inne żyjątka. Dziwne formacje skalne, jak z pumeksu. Powrót – zmęczeni na maksa.
5. 20.08.2012. Glandalough, stary cmentarz, ruiny opactwa, kuchnia św. Kevina. Potem nad jeziorami, doliną w górę obok wodospadu. Pogoda słoneczna. Na górze lekko pokropił deszcz. Potem powrót. Szlak podobny jak w Tatrach. Padam…
6. 21.08.2012. Dzień wolniejszy. Do popołudnia leniuchowanie, spacer z Borysem (pies Krzyśka). Po południu na plażę przy Dublinie. Stworzenia wszelkiej maści pochowane. Borys szalał w morzu. Pod wieczór centrum Dublina: Trinity Collage, O’Connoll Street, The Temple Bar, ulice z pubami.
7. 22.08.2012. Rano pojechaliśmy przez Portmanock do Malahide do zamku. Zamek z powodu remontu nieczynny. W Portmanock miejsce startu dwóch ważnych lotów przez Atlantyk. Nie pada, zachmurzenie małe. Po południu Dublin centrum.cd. Zamek Dubliński, Kościół Chrystusa Pana, Dublinia, Katedra św. Patryka (nieczynna z powodu koncertu).
8. 23.08.2012. Przed południem pojechaliśmy piętrowym autobusem do centrum, po sklepach pod arkadami. Gonitwa przez parę skrzyżowań za cudakiem na wozie konnym odebrała mi dech. Foto zrobione. Po południu chcieliśmy zwiedzić ogród botaniczny, sorry było za późno, bo tylko do 17.00. Zaczęło padać. Pojechaliśmy na zakupy. Wieczorem poszliśmy do pubu. Guinness niby nie brał, a potem wziął. Nie mogłam spać.
9. 24.08.2012. W nocy padało. Od rana pogoda zmienna, przechodzą deszcze. Pakuję się, bo jutro rano wylot. Za szybko coś czas zleciał, mimo, że tęsknię za Polską i swoim domem. Po południu się rozpadało. Do ogrodu botanicznego nie zdążyliśmy. Krzysiek za późno wrócił z pracy. Pojechaliśmy w deszczu na festiwal żaglowców. Były nawet ze trzy z Polski, w tym zwycięzca tych regat Fryderyk Chopin.
10. Wylot z Dublina 7.20. Duży ruch na lotnisku, mnóstwo samolotów startowało, czuć że weekend. Brat wyjechał z mamą na lotnisko. Łzy zakręciły mi się w oczach, gdy mama mnie przytuliła.

Zapraszam do oglądania zdjęć, będę je stopniowo dokładać.

Zobacz inne wpisy z tej kategorii: Podróże

3 komentarze na wpis “Irlandia, naprawdę zielona”

  1. kzagroba:

    Mama przytuliła bo się bała o Ciebie… „Do rozwodnika pojechałaś” :D:D:D

  2. cieszka:

    Eee tam…

  3. po-cieszka:

    Ale piękne wakacje widać na zdjęciach i jak tam zielono! I tam też mają moherowe berety?

Komentarz: