Lubuntu 18.10 – pierwsze koty za płoty

Dziś będzie o komputerach. Nie mam gdzie się podzielić to tu napiszę. Może komuś się przyda.

Od dawna posiadam taki mały notebok Acer Aspie One D255E, z procesorem Intel Atom N550 (2×1,5GHz) i 2 GB DDR3. Kiedyś miał zainstalowany Windows 7, potem w celach eksperymentalnych Windows 10. Miało szybciej chodzić. Niestety. Stąd moje przemyślenia, że może by Ubuntu zainstalować. Troszkę znam tego Linuxa, bo nie raz uratował pliki znajomych przed zagładą w przypadku śmiertelnego uwalenia się Windowsa. Przypadkiem natrafiłam na artykuł o systemach dla słabszych komputerów. Było tam o Lubuntu, czyli coś w rodzaju Ubuntu Light. Nieco lżejszy od typowego Ubuntu, bez zbędnych funkcji. Podobał mi się też interfejs podobny troszkę do Windowsa. Padło na wersję 18.10. Samo odpalenie w wersji Live, czyli bez instalacji przebiegło bezproblemowo. Jednak pierwsza próba instalacji nie powiodła się. Utknęłam na momencie wyłonienia z istniejącej partycji, kolejnej. Przegrzebałam internet i po polsku mało o tym. Czytałam jednak też o Ubuntu, bo to bliźniacze systemy. Mimo to nie udało się. Okazało się następnego dnia, że instalator nie wczytał wszystkich dostępnych opcji zainstalowania i stąd były moje problemy. Za drugim razem wczytał wszystko.
Gdy udało mi się zainstalować to oprócz systemu miałam zainstalowane sterowniki i kilka podstawowych programów do obsługi, m.in. Firefox, LibreOffice, VideoLanClient, jakiś program do torrent i do poczty. Filmy i obrazy otwierały się bez problemu. Tyle, że wszystkie programy były po angielsku. O ile spolszczenie Firefoxa było proste bo wystarczyło zainstalować dodatek z językiem polskim. Z resztą nie poszło już tak łatwo. Samo instalowanie programów w Linux jest inne niż w Windows i to trzeba przetrawić. W Lubuntu menadżerem programów jest program Odkrywca, który niestety jest „porażką”. O ile programy w miarę szybko się uruchamiają i pracują w zupełnie zadowalającym tempie, to Odkrywca pracuje wolno, zawiesza się często. Zainstalowanie przez to czegoś to droga przez mękę. Też poprzez system komend w edytorze tekstowym QTerminal nie zawsze dawało się zainstalować co się chciało. Występowały problemy ze zgodnością, lub inne bliżej niezidentyfikowane. Do instalowania programów trzeba było wgrać coś innego (GDebi), żeby można to było ogarnąć. Udało się też zainstalować (niestety po angielsku) pakiet WPS Office, który graficznie bardziej przypomina Microsoft Office. Mimo, że jest po angielsku, to łatwo się połapać. W pewnym momencie potrzebna była Java, której też nie było, ale to akurat łatwo się zainstalowało.
Bardzo irytującym problemem było na początku to, że puknięcie w touchpad nie działało. Wszystko trzeba było uruchamiać kliknięciem LP. Błąd udało się naprawić za pomocą pewnego skryptu zaczerpniętego stąd: https://anglehit.com/how-to-enable-touchpad-click-on-lubuntu-18-10/ . Skrypt udało się wpisać w plik konfiguracyjny klawiatury.
Było o minusach przedsięwzięcia, teraz o plusach. Przeglądarka i internet chodzi jak należy. Dużo lepiej niż w Windows 10. O to głównie chodziło. Nie ma problemów z odtwarzaniem filmów. VLC załatwia wszystko. Też szybciej ładują się zdjęcia. System jest też bezpieczny i w zasadzie nie wymaga antywirusa.
Myślę, że za jakiś czas Twórcy poprawią kilka błędów i będzie OK.

Zobacz inne wpisy z tej kategorii: Komputerowo

Komentarz: