No to wio!

Ludowa zabawka. Marzec 2018. Pamiętam ze wsi z dzieciństwa jak dziadek, albo rodzice jechali wozem w konia. Uwielbiałam jeździć wozem, więc takich okazji nie przepuszczałam. A już hitem lata było jechanie na wysokachnej kupie siana, albo słomy. Na słomie było gorzej bo drapała i obłaziło nią ubranie, a potem też gryzło. Dziś nie do pomyślenia… Dziadek i rodzice nauczyli mnie powozić takim wozem i dawali poprowadzić na bocznej drodze, gdzie nie jeździły duże samochody. Ale się czuło moc. Koń duży, a dzieciak prowadzi… Pamiętam też, jak do miasta ludzie wozami przyjeżdżali. Wuj i stryj często „parkowali” koło mnie. Wtedy koniki sobie głaskałam. Najbardziej pamiętam ostatniego konia z naszego gospodarstwa, Kasztankę. Młoda była i dawała czadu nim ją oswoili z wozem i pracami w polu. Potrafiła z pola uciec sama przypięta do wozu… albo walić kopytami w stajni, jak nie była urobiona i wybiegana. I to doprowadziło do tego, że rozwaliła nogę i wdał się tężec. Nie wróżono jej życia. Konie na to wtedy padały mimo leczenia. Nie jadła z tydzień. Zachodziłam do niej do okna stajni stawałam na skrzynkę bo nie sięgałam i mówiłam do niej, czasem dała się pogłaskać, ale nic nie jadła. Po ok. tygodniu dałam jej trawki i zjadła, poleciałam do domu z wieścią: ” Kobyła żre!!!” Zlecieli się wszyscy. Koń uratowany. Sprzedali go niedługo jednak i było mi jej szkoda.
Zawsze marzyłam, żeby zrobić kilka zabawek ludowych. W wolnych chwilach powstała pierwsza z nich. Niby prosta, a jednak okazała się pracochłonna. Najważniejsze, że cieszy oko. Nie da się jednak tego komercyjnie robić, bo musiała by kosztować ze 200zł, a kto da za nią tyle…?
Konik z kloców z palet, wóz z listewek z markietu, koła z pieńka jabłoni, uprząż z rzemyka, którego mimo że było 2m, to zbrakło. Malowana akrylami i lakierowana. Całość ma długość 43cm.

Udostępnij Share on Facebook0Share on Google+0Tweet about this on Twitter0Pin on Pinterest0Share on LinkedIn0
Zobacz inne wpisy z tej kategorii: Bez kategorii, Moje malowanie, O życiu, czyli moja prywatna filozofia

Komentarz: