Pieniądze i sztuka, czy sztuka i pieniądze?

SONY DSC Burza makówNie umiem i nie lubię mówić o pieniądzach, zwłaszcza gdy to ja mam dyktować cenę za jakąś usługę, czy dzieło. Myślę wtedy czy nie za drogo, a może za tanio… Wielu może chciało by półdarmo… a tymczasem ceny w galeriach, czy choćby na Allegro są „konkretne”. A tymczasem przychodzi do domu fachowiec od kładzenia płytek, albo jakiś tynków i bierze z metra za robotę nie tyle skomplikowaną co wymagającą narzędzi i trochę wprawy. Raczej wtedy nie ma on wyrzutów sumienia. Za zainstalowanie systemu w komputerze ze sterownikami dziś usłyszałam cenę 70zł. No a artysta? Naślęczeć nieraz się trzeba godzinami, nawymyślać, nadłubać, namalować, czasem robić projekty czy szkic i jeszcze mieć jaki taki dar i umiejętności by to wykonać. Czas leci… i gdyby mi przyszło z tego wyżyć to bieda z nędzą i pod most. Fakt, może nie tworzę wiele, bo żyję z innej pracy i często też mam inne zajęcia, ale wątpię czy ze sztuki żyłabym na takim poziomie jak teraz, choć nie jest to poziom wygórowany. Ot, takie luźne refleksje…

A tymczasem wiosna zadomowiła się na dobre i powoli przechodzi w lato. W ogródku ładnie, zieleń soczysta, jak tylko o tej porze roku.

Zobacz inne wpisy z tej kategorii: Moje malowanie, O życiu, czyli moja prywatna filozofia

Zobacz pierwszy komentarz na wpis “Pieniądze i sztuka, czy sztuka i pieniądze?”

  1. po-cieszka:

    Artystą być to powołanie – często bez pieniędzy. Bycie fachowcem to często zawód. Bez powołania…

Komentarz: