Tęsknota większa niż strach…?

Pewien znajomy na swoim blogu pytał niedawno za czym tęsknisz? Za wieloma „wymiarami” tęsknię… za miłością, spełnieniem, przyjacielem, górami, morzem, bliskością i… Panem Bogiem. Byłam u spowiedzi, niby żadne „halo”, bo chodzę i to dość regularnie. Tylko, że ja zawsze boję się spowiedzi, odkrycia słabości, uzewnętrznienia tego co we mnie niedoskonałe. Wiem, że grzechy dla księdza, który siedzi w konfesjonale to żadna nowość, ale mimo wszystko odczuwam wstyd, żal i obawiam się reakcji zza drugiej strony kratek. Z tego co wiem to bywa różnie. Nie chodzę do księży starych, ani za młodych, ot mniej więcej w moim wieku, choć to nie najważniejsze. Jak będę stara to może będę chodzić do starych księży. I jak jakiegoś księdza nie lubię to też do niego nie idę. W każdym razie odczuwam barierę przed człowiekiem, który „tam” siedzi.

motyl.jpg Gdy uwikłam się w grzech, albo dusza zakurzy się powszednimi grzechami, to za jakiś czas robi mi się tęskno. Za Panem Bogiem i jego bliskością. Całość przypomina sytuację, gdy motyl wpadnie do mieszkania. Na początku przelatuje się to tu, to tam. Ale później tęskni za światłem, słońcem, powietrzem, kwiatami, przestrzenią i usilnie fruwa przy okiennej szybie, żeby się wydostać. Nie interesuje go wnętrze mieszkania, trzepoce mocno przy szybie, bo tam jest światło, wolność, życie. I ja też, jak tak się umotam wśród spraw codziennych, to idę by Jezus otworzył mi okno. Na całe szczęście, że u Pana Boga wszystko jest proste, a nie tak zagmatwane jak w mojej głowie. Cieszę się, jak dziecko. Dobrze, że tęsknota silniejsza jest niż strach. W podejmowaniu życiowych decyzji, też by się przydało by tak było.

Zobacz inne wpisy z tej kategorii: O wierze

2 komentarze na wpis “Tęsknota większa niż strach…?”

  1. po-cieszka:

    Ale super motyl w magiczny oknie! Tęsknota za Nim jest największą z tęsknot; masz rację większa jest od strachu. Ps lubisz się spowiadać?

  2. Wędrowiec:

    Witaj!
    Chyba to nie ja byłam tym gallanonimem, który Cię odwiedzał.
    Ciekawe, że i ja mam podobne odczucia co do spowiedzi. Dobrze jest kiedy trafię na fajnego księdza, który potrafi porozmawiać, ukierunkować i pokazać to co było i jest nie tak. Kiedy jestem po, moja radość mnie unosi, ale im wiecej czasu mija i popadam w te swoje słabości to robi sie ciężko na serduchu. To tak jakby odpadały mi piora ze skrzydeł i niebo staje sie odlegejsze, bliżej mam do ziemi, ktora ciągnie i kusi złem, a ja sie temu poddaję i jest mi bardzo źle…
    Ciepełkowo pozdrawiam 🙂

    PS. masz racje, że linia między normalnością i wariatkowem jest płynna i łatwo jest ją przekroczyć. Nieraz się zastanawiam czy my wszyscy nie mamy czasami źle pod sufitem i kiedy są dogodne do tego warunki, to te wszystkie niedociągnięcia naszego umysłu uwidaczniają sie, nieraz w sposób bardzo intensywny i groźny dla innych.

Komentarz: