Ukrzyżowany, czyli renowacja vs stylizacja

Już od jakiegoś czasu w mojej pracowni mieszały się klimaty bożonarodzeniowe i wielkopostne. Święta Rodzina, a w między czasie figura Ukrzyżowanego. Okazała się bardzo stara i kilkakrotnie naprawiana. Pęknięcia miała wypełnione gliną i gipsem, nawet piasek jakiś się trafiał. Myślę, że Jezus ten bogate dzieje miał i wiele widział. Poorany pewnie tak dlatego, że i stary (jak człowiek się zmarszczył), ale i pewnie dzieje niejednego człowieka i społeczności zna. Można by powiedzieć: deszcz, wiatr, słońce …

Po usunięciu starych farb właściciel rzeźby zadecydował: „niech tak zostanie”. Trzeba było jednak zrobić jakiś krzyż, gwoździe, napis. Pomysł na aureolę przyszedł później, w trakcie prac. Myślę sobie: przydały by się deski ze starej stodoły, takiej jak u dziadków była. Ale to akurat towar deficytowy. Opaliłam zatem deski z palet i polakierowałam lekko, tak aby powierzchnia była zabezpieczona, ale żeby nie była połyskliwa. Dorobiłam stylizowany napis. Pomyślałam potem, że wszystko to smutne bardzo, jak męka Pańska. Brakowało czegoś: promienia nadziei, rozświetlenia… Pomyślałam o aureoli. Początkowo miał być to złoty krąg z drewna. Ale wydawało się to zbyt pełne, za bardzo. Potem myślałam o zespole promieni, ale też do mnie nie przemawiało. Któregoś wieczoru, z miłości do Krakowa oglądałam film „Bóg w Krakowie”. Ledwie film się zaczął, a tu krzyż na Wawelu i jest… moja aureola. To było to, nie identyczne bo nie o to chodziło, ale o pomysł. Po jej wykonaniu i złożeniu elementów w całość z renowacji wyszła pewna stylizacja. Jeśli się kiedyś komuś znudzi, może dokończyć renowację i położyć polichromię oraz dorobić krzyż ładny. PS. Dziwne to uczucie krzyżować Jezusa…

Przy okazji chciałabym się podzielić moimi myślami na temat stylizacji przedmiotów starych. Często na Facebooku zdarza mi się oglądać stylizacje mebli. Najczęściej polega to na przemalowaniu mebla farbą kredową i zrobieniu przecierek. Dominują kolory jasne i szarości. Taka moda. Ale serce mi nieraz pęka, jak ludzie niszczą stare, solidne meble. Moda minie, za kilka lat, wszystkie te osoby będą darły czym popadnie te kredówki. Ja wiem: „mój mebel – moja sprawa”. Tak komuś pasuje do wnętrza. Albo ma ktoś całkiem niedawno zrobioną fajną kuchnię w „drewnianych” kolorach. Jest moda, przemalowuje to na biało. Ok, tylko poczekajmy, rok, dwa, poeksploatujmy tę kuchnię normalnie (gotowanie, pieczenie, smażenie, dla całej rodziny + centrum życia) i zobaczmy co z tego zostanie. Moda jest zmienna, czy warto swoje siły i czas oraz jakieś tam środki marnować…?

Udostępnij Share on Facebook5Share on Google+0Tweet about this on Twitter0Pin on Pinterest0Share on LinkedIn0
Zobacz inne wpisy z tej kategorii: Renowacje

Komentarz: