Boże Narodzenie w czarnej dziurze

Dzisiaj drugi dzień Świąt Bożego Narodzenia. Nie będzie zatem o moich obrazach i malowaniu, choć o obrazie będzie. Natchnęło mnie dziś w kościele, żeby napisać ten wpis. A zatem do rzeczy…

Kilkanaście lat temu, gdy czasem pomagałam w parafii robić dekoracje na Boże Narodzenie i potem grób Pański na Wielkanoc, bywało tak, że zaraz po Bożym Narodzeniu myślało się nad Grobem Pańskim. Potrzeba było czasu, by przemyśleć projekt, by wykonać elementy wymagające wielu godzin pracy. Pewnie wielu dekoratorów kościelnych też tak ma. Pół żartem, mówiliśmy wtedy: „Ledwo się narodził i już mu grób szykują”. Wydawało się to niekiepsko „pogrzane”. Z jednej strony piękne iluminacje, full błyskotek, radość, a z drugiej strony grób… Ale okazuje się, że to dobry trop. Może zbyt brutalny dla skomercjalizowanego i sztucznie poprawnego świata, ale jakże sięgający do głębi historii zbawienia i do ciemnej strony człowieczego jestestwa. Znalazłam też niedawno zdjęcie żłóbka, gdzie figura Pana Jezusa była położona na krzyżu. Czyli wszystko ok: urodził się by umrzeć, dla mojego zbawienia. Ale też urodził się w lichym żłóbku (lub patrząc inaczej w krzyżu), czyli urodził się w najsłabszej części mnie. W mojej osobistej czarnej dziurze. Czyli w wątpliwościach, w zamartwianiu na przyszłość, w chorobach, w samotności, itp… Każdy ma swoją czarną dziurę (może moralną, może materialną, może życiową), ale wystarczy otworzyć ją na Boga i pozwolić by urodził się w niej. By zstąpił do niej z nową wiarą, nadzieją i miłością. Całą tę sytuację bardzo dobrze tłumaczy o. Adam Szustak w poniższym filmie. Piękna interpretacja ikony Bożego Narodzenia. Zapraszam do oglądania, w celu lepszego zrozumienia o czym mówię:

YouTube Preview Image
Udostępnij Share on Facebook3Share on Google+0Tweet about this on Twitter0Pin on Pinterest0Share on LinkedIn0
Zobacz inne wpisy z tej kategorii: O wierze

Komentarz: